Od dziecka mieszkałem i wychowywałem się w miejscowości Żarki w Małopolsce. Tam dorastałem, kończyłem gimnazjum i trafiłem do swojego pierwszego klubu sportowego. To właśnie wtedy narodziła się pasja do piłki nożnej, która towarzyszy mi do dziś i w dużej mierze ukształtowała mój charakter. Szkołę średnią ukończyłem już w trybie sportowym – mieszkając w internacie w Zabrzu i grając w piłkę nożną dla Gwarka Zabrze. Po zdaniu matury rozpocząłem studia na uczelni wyższej, jednak po dwóch latach i spędzeniu czasu na dwóch kierunkach zdecydowałem się je przerwać. Tu jednak zwyciężyła piłka.
Do nauki wróciłem w 2018 roku, po czteroletniej przerwie. W czasie pandemii, w 2020 roku, obroniłem pracę licencjacką, a w 2022 roku ukończyłem studia magisterskie na WSB w Dąbrowie Górniczej. Równolegle realizowałem kilka studiów podyplomowych – m.in. z dietetyki, która od zawsze była w kręgu moich zainteresowań. Przez większość życia wszystko kręciło się u mnie wokół piłki nożnej. Grałem profesjonalnie i zawodowo na poziomie I i III ligi, a także półprofesjonalnie w IV lidze. Już wtedy łączyłem sport z pracą w rodzinnej firmie gastronomicznej.
W gastronomii przeszedłem właściwie wszystkie możliwe stanowiska: pracę w kuchni, kelnerowanie, zaopatrzenie, dowóz jedzenia, budowę hal namiotowych oraz obsługę imprez masowych. To był czas, w którym nauczyłem się bardzo dużo – przede wszystkim spokoju, opanowania i szukania rozwiązań zamiast nerwowych reakcji. Kto pracował w gastronomii, ten wie, że „w cyrku się już potem nie śmieje”. Rok 2020 przyniósł jednak ogromne zmiany. Na świat miał przyjść mój pierworodny syn, świeżo wykończyliśmy mieszkanie, a pandemia praktycznie zatrzymała branżę gastronomiczną.
Coś trzeba było zmienić, wybrać. Mogłem dalej związać się z piłką nożną – trenerką czy sprawami organizacyjnymi klubu – ale to wymagało prawie stałego pobytu poza domem, a ja tego nie chciałem. Zacząłem szukać czegoś innego i wtedy pojawiła się propozycja pracy w firmie ubezpieczeniowej. Ze względu na kierunek studiów i zainteresowanie finansami uznałem to za rozsądny krok. Dziś, po sześciu latach, mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że była to bardzo dobra decyzja. W maju 2020 roku zdobyłem uprawnienia do wykonywania czynności agencyjnych, poznałem dobrze zasady dystrybucji ubezpieczeń, zdobyłem doświadczenie i mogłem już samodzielnie zawierać umowy.
Mogę stwierdzić, że w pewnym sensie to narodziny moich synów zaprowadziły mnie dokładnie tam, gdzie jestem teraz. Decyzję o odejściu z etatu i założeniu własnej działalności podjąłem w momencie, gdy na świat miał przyjść mój drugi syn. Po rezygnacji z pracy na etacie w 2023 roku i decyzji o bardziej freelancerskim modelu działania, trafiłem pod skrzydła przyjaciela naszej rodziny – Ryszarda, który współpracował już od kilku lat z Alwis&Secura. Obserwując model współpracy na linii multiagencja–agent, bardzo szybko wiedziałem, że w momencie rozpoczęcia własnej działalności nie może być innej decyzji. Tym bardziej że miałem już doświadczenie pracy w innej multiagencji, co pozwalało mi realnie porównać standardy i jakość współpracy, ze wskazaniem na Alwisa.
I tak się rozpoczęło. Rozstanie z poprzednim multiagentem było pokojowe. Nie zabrałem im żadnej bazy i rozpocząłem wszystko od podstaw – tak, jak „w książce pisało”. Rozmowy, spotkania, polecenia, rozpoznawanie potrzeb i pierwsze ubezpieczenia. Jestem kontaktowy, szybko dostosowuję się do sytuacji i umiem podejmować decyzje, a to zyskiwało mi coraz więcej klientów. Przyznam, że było ich więcej, niż pierwotnie planowałem. Wszystko to poparte było szkoleniami, rozmowami oraz zdobywaniem nowych kompetencji i doświadczeń. Oddział Alwis&Secura w Krakowie był w tym bardzo przydatny, ale nic nie narzucał; zachęcał, zawsze pomagał i „był tam, gdzie powinien być”.
Nadal się rozwijam i wdrażam nowe formy marketingu – bo bez obecności w mediach nie można dzisiaj efektywnie i produktywnie się rozwijać. Śledzę nowości, wdrażam nowe technologie i doskonalę rozpoznawanie potrzeb klienta, bo to dla mnie źródło informacji, inspiracji i bezpieczeństwo działania. Nie posiadam biura stacjonarnego, przyjmuję klientów w domu po wcześniejszym ustaleniu terminu i nie da się do mnie wejść „z buta”. I to się sprawdziło. Dziś można obsługiwać klientów w dużym stopniu zdalnie i spotykać się osobiście tylko wtedy, gdy zachodzi taka potrzeba. Jestem zawsze otwarty na wszystkie formy kontaktu.
A poza obowiązkami zawodowymi? Jestem szczęśliwym mężem i ojcem dwóch wspaniałych synów: Mikołaja (5 lat) i Maksyma (2 lata). Mam też cudowną żonę Karolinę, która pracuje w biurze turystycznym oraz rozwija swoją pasję, jaką jest fotografia, i kibicuje mi – używając sportowego języka – w prowadzonej działalności. To im poświęcam dziś zdecydowaną większość swojej energii i uwagi. Nie zapominam jednak o tym, z czego wyrosłem i co mnie ukształtowało – o boisku i szatni. Nadal jestem aktywnym sportowo zawodnikiem piłki nożnej, obecnie na poziomie amatorskim. Treningi piłkarskie, siłownia oraz mecze to moje miejsca resetu i odpoczynku od codziennego natłoku spraw. A prawdopodobnie dojdzie do tego jeszcze przygotowanie i szkolenie moich synów, jeśli tylko wyrażą takie zainteresowanie, na co się zresztą zanosi.
W pracy agenta ubezpieczeniowego (OFWCA) najbardziej cenię stały kontakt z ludźmi. Każdego dnia prowadzę dziesiątki rozmów i słyszę setki historii – bardzo różnych, często życiowych i nieoczywistych. To właśnie rozmowa i dobre rozpoznanie potrzeb klienta są dla mnie kluczem do bezpiecznych i sensownych rozwiązań, a nie „sprzedaż produktu za wszelką cenę”. Z drugiej strony ta praca ma też swoje wyzwania. Branża ubezpieczeniowa praktycznie nie zna wyłączników – telefony potrafią dzwonić również wieczorami i w weekendy, często w sprawach, które spokojnie mogą poczekać do poniedziałku. Staram się jednak uczyć swoich klientów, że weekend to czas dla rodziny i odpoczynku, a interweniuję tylko wtedy, gdy sytuacja jest naprawdę pilna.
Bardzo ważna jest dla mnie nowoczesność i rozwój. Stawiam na automatyzację procesów, nowe technologie i rozwiązania, które usprawniają obsługę klienta, skracają czas reakcji i pozwalają obsłużyć większą liczbę osób bez utraty jakości. To realnie przekłada się na komfort pracy – zarówno mój, jak i klientów. W planach na najbliższy czas mam otwarcie stacjonarnego biura na mapie Libiąża lub Oświęcimia. Obecnie pracuję z domu i tutaj przyjmuję klientów, jednak chciałbym ten model rozwinąć, co prawdopodobnie będzie się wiązało również z rozbudową zespołu. Po pierwszym roku działalności tempo rozwoju przekroczyło moje oczekiwania, ale – jak to mówią – apetyt rośnie w miarę jedzenia. Liczę więc na dalszy, stabilny rozwój oparty na zaufaniu, relacjach i jakości obsługi.